Businessman TOday
Najlepsze, co ojciec może zrobić dla swojego dziecka, to być jego bohaterem Najlepsze, co ojciec może zrobić dla swojego dziecka, to być jego bohaterem
Przed mężczyzną zakładającym rodzinę piętrzą się kolejne wyzwania, z których musi wybrać te najważniejsze, na których zbuduje swoją rolę ojca. Poświęcenie swojego zaangażowania budowaniu... Najlepsze, co ojciec może zrobić dla swojego dziecka, to być jego bohaterem

Przed mężczyzną zakładającym rodzinę piętrzą się kolejne wyzwania, z których musi wybrać te najważniejsze, na których zbuduje swoją rolę ojca. Poświęcenie swojego zaangażowania budowaniu przyszłości rodziny to jedna z tych bohaterskich decyzji, za które nie powinien być karany, a które zapewniają mu szacunek.

Zamiast ojca bohatera, który poprzez pracę zapewnia dobrobyt i buduje przyszłość całej rodziny, coraz częściej mamy do czynienia z obwinianiem go za nieobecność, która przecież jest nie tylko uzasadniona – jest od niego wręcz wymagana. W końcu to jego rolą jest zadbanie, aby cała rodzina, zarówno żona, jak i dzieci, miała zapewniony byt i bezpieczeństwo. Od ojca wymaga się spełniania wielu ról jednocześnie – biznesmena, mechanika, opiekuna, sekretarza – w zależności od bieżących potrzeb. Jednym słowem bycia superbohaterem. Dlaczego mamy taki problem z przyznaniem, że bohaterstwem jest jego kariera zawodowa, a poświęcanie czasu z dziećmi na budowanie firmy nie jest szkodliwe?

Jeśli rodzice dzielą się robotą tak, że jedno tworzy firmę, która ma rodzinę utrzymać, to jest to wspólna decyzja i ten cel jest jedynie pod opieką ojca, a nie jego prywatnym celem, z którego rodzina go rozlicza. Dla kogo bowiem to robi? Oczywiście, że dla rodziny i w jej imieniu, dlatego ma prawo oczekiwać zaangażowania żony i dzieci w firmę, a nie stawiania jedynie wymagań. Powinien być dla dzieci bohaterem, którego wszyscy wspierają w tym, by to wspólne przedsięwzięcie, jakim jest firma – wypaliło jak najlepiej. A ojciec wracający z pracy był witany nie pretensjami, że jest godzinę spóźniony, a radością – mówi Maciej Gnyszka, prezes Towarzystw Biznesowych, a prywatnie mąż i ojciec trójki dzieci. – Ze swojego dzieciństwa, a więc z okresu, gdy Tata budował firmę, pamiętam te powroty. I rzeczywiście czekałem na Tatę jak na bohatera i zawsze byłem ciekaw tego, co dziś wydarzyło się w pracy.

Odgrywanie domowych ról

Wiemy, jak wielu rzeczy wymaga się od matki. Często pojawienie się dziecka oznacza dla niej rezygnację z kariery, aby jak najwięcej czasu spędzać z pociechą uczącą się świata. Ojciec natomiast siedzi za sterami okrętu, jakim jest rodzina, nadając jej odpowiedni kierunek, często finansowy, i chroniąc przed tym, by nie osiadła na mieliźnie. Podział podstawowych obowiązków między członków rodziny jest fundamentalną decyzją. Bez tego, zamiast wspólnie dążyć do zbudowania związku opartego na wzajemnym uzupełnianiu się małżonków, w domu tworzy się strefa walki o terytorium – partnerzy stają na przeciwległych biegunach i przystępują do konfrontacji. Kobieta broni ogniska domowego, mężczyzna pracy, a napięcia między nimi narastają. Wobec tego, że rodzina jest ważniejsza, to tworzy nam się matriarchat zamiast zgodnego pożycia.

Problem, który obserwuję prawie wszędzie, to zmiana roli dzieci z dzieci swoich rodziców i kolejnego pokolenia rodu w podopiecznych, interesariuszy, czy cokolwiek jeszcze innego, którym należy zapewnić odpowiednie świadczenia, bez ani grama wymagań. Na końcu cierpi małżeństwo, które wpychane jest w neomarksistowską walkę klas, które każą żonie robić z ojca winowajcę, a temuż ojcu ciągle czuć wyrzuty sumienia ze względu na to, że ma poczucie, iż powinno być inaczej i w sumie to praca – zamiast być miejscem służenia szerszej społeczności niż rodzina, staje się przeklętym miejscem, które od zajmowania się rodziną odwodzi – dodaje Maciej Gnyszka.

 

 

Karolina Antoszewska