Businessman TOday
„Pogotowie sanitarne” kraju „Pogotowie sanitarne” kraju
Dane Głównego Inspektoratu Weterynarii są alarmujące. Od początku sezonu jesienno-zimowego w Polsce wykryto już ponad 80 ognisk ptasiej grypy. Równolegle Światowa Organizacja Zdrowia (WHO)... „Pogotowie sanitarne” kraju

Dane Głównego Inspektoratu Weterynarii są alarmujące. Od początku sezonu jesienno-zimowego w Polsce wykryto już ponad 80 ognisk ptasiej grypy. Równolegle Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) ostrzega przed możliwą mutacją wirusa – jego rosnąca zdolność do zakażania ssaków to sygnał, że niedługo patogen może łatwo przenosić się między ludźmi. To moment, w którym epidemia ptasiej grypy zaczyna realnie zagrażać bezpieczeństwu Polski.

Opanowanie fali zakażeń nie należy do najłatwiejszych zadań. Choć uwaga mediów i opinii publicznej słusznie skupia się na pracy służb weterynaryjnych, w cieniu pozostaje sektor, bez którego cały system ochrony sanitarnej rozpadłby się w ciągu kilku dni. Chodzi o branżę utylizacyjną – zakłady przetwarzające produkty uboczne pochodzenia zwierzęcego (UPPZ). To właśnie one stanowią ostatnią linię obrony bezpieczeństwa sanitarnego państwa.

Likwidacja zagrożenia w zarodku

Temat zagospodarowania pozostałości z produkcji żywności rzadko trafia na czołówki gazet. Tymczasem to właśnie profesjonalizm w tym obszarze jest jednym z kluczowych warunków utrzymania stabilności epidemiologicznej kraju. W sytuacjach kryzysowych firmy utylizacyjne pełnią rolę strategicznego „pogotowia sanitarnego”. Kluczowa jest tu logistyka i technologia: materiał zakaźny musi zostać usunięty z gospodarstwa i zneutralizowany w sposób całkowicie odizolowany od środowiska, zanim wirus przeniesie się na sąsiednie fermy czy dzikie ptactwo.

– Musimy mieć świadomość, że wiele chorób epidemiologicznych może przenosić się w prostej linii na człowieka, dlatego jako branża musimy reagować błyskawicznie, likwidując ogniska w samym zalążku. Walka z epidemią to jednak nie tylko kwestia zdrowia publicznego. To przede wszystkim walka o stabilność gospodarki. Nawet jeśli dany wirus nie zagraża nam bezpośrednio, może wpłynąć na nasze życie. Zakłócenia w produkcji drobiu mogą bezpośrednio wpływać na ceny i dostępność żywności. Profesjonalne przetwórstwo jest zatem niezbędne – podkreśla Marcin Cabaj, prezes firmy utylizacyjnej Zbiornica Skórzec.

Krytyczne ogniwo systemu żywnościowego

Wyspecjalizowane zakłady przetwórcze są obecne wszędzie tam, gdzie człowiek wytwarza żywność. Ich wsparcie wykracza daleko poza sektor rolniczy i przemysłowy – odbiorcami tych usług są także samorządy, szkoły, a nawet struktury wojskowe. Współpraca z armią jest tu szczególnie istotna i obejmuje rygorystyczne procedury usuwania pozostałości biologicznych z kuchni stacjonarnych oraz polowych, co bezpośrednio przekłada się na gotowość i bezpieczeństwo sanitarne jednostek. Cały ten proces – od odbioru surowca po końcowe przetworzenie – odbywa się pod nieustannym nadzorem weterynaryjnym, w oparciu o surowe normy krajowe i unijne. Gdyby ten mechanizm nagle przestał działać, skutki sanitarne byłyby odczuwalne natychmiast.

Człowiek potrzebuje jeść, a każda produkcja i konsumpcja generuje pozostałości, których nie wolno zostawić bez nadzoru. Szacuje się, że w Polsce marnuje się ok. 5 mln ton żywności rocznie! Gdyby system przetwórstwa przestał funkcjonować, te produkty najprawdopodobniej trafiałyby na nielegalne grzebowiska lub do lasów, co byłoby katastrofą dla środowiska. To właśnie my zamykamy ten obieg w sposób bezpieczny i kontrolowany – zauważa Marcin Cabaj.

Marcin