Businessman TOday
Jaka edukacja przedszkolna jest kluczem do szczęścia i sukcesu w dorosłym życiu? Jaka edukacja przedszkolna jest kluczem do szczęścia i sukcesu w dorosłym życiu?
Jak powinna wyglądać edukacja przedszkolna, aby wpływała na szczęście i sukces w dorosłości? Joanna Goc-Matyskiel, dyrektor ds. projektów w przedszkolach Pomarańczowa Ciuchcia i Szkołach... Jaka edukacja przedszkolna jest kluczem do szczęścia i sukcesu w dorosłym życiu?

Jak powinna wyglądać edukacja przedszkolna, aby wpływała na szczęście i sukces w dorosłości?

Joanna Goc-Matyskiel, dyrektor ds. projektów w przedszkolach Pomarańczowa Ciuchcia i Szkołach Gaudeamus: To jest bardzo trudne pytanie. Zacznę od tego, że dzieci przedszkolne mają  niesamowity potencjał rozwojowy. Zmieniają się bardzo – zarówno pod kątem intelektualnym, emocjonalnym, jak i społecznym. To jest idealny moment na kształtowanie nawyków, których nauka odbywa się głównie poprzez naśladowanie. Dlatego tak bardzo istotne są nasze postawy i to w nich upatrywałabym przede wszystkim strategii zachowań, jakie w różnych sytuacjach przyjmują nasze dzieci. Jeśli nie potrafimy prosić o pomoc, nie dajemy sobie prawa do błędu, nie wychodzimy poza swoją strefę komfortu – istnieje niemal pewność, że z czasem te same zachowania zaobserwujemy u dziecka. I w drugą stronę – jeśli jesteśmy ciekawi świata, istotne są dla nas relacje, pozwalamy sobie na komfort bycia sobą, staramy się rozwiązywać trudne sytuacje w atmosferze szacunku – tego samego możemy spodziewać się po naszych dzieciach – oczywiście w miarę ich możliwości.  W podobny sposób budujemy też w nich przekonanie o sukcesie i szczęściu. Wiele zależy od tego, jak definiujemy je my sami. Jeśli za szczęście i sukces uznamy spełnianie się w dorosłym życiu, czyli robienie tego, co przynosi nam satysfakcję i radość, to warto młodemu człowiekowi uświadamiać jego mocne i słabe strony, wspierać go w pokonywaniu przeszkód, wspólnie pracować nad trudnościami, ale także pozostawiać przestrzeń do samodzielnych decyzji i działań, uczyć odwagi podejmowania ryzyka. Taka samoświadomość i inicjatywność w połączeniu z kreatywnością przy jednoczesnym zachowaniu szacunku i empatii w stosunku do innych – to moim zdaniem podstawowe umiejętności, w jakie powinniśmy wyposażyć dziecko.

Czyli jeżeli jedno z rodziców jest humanistą, a drugie umysłem ścisłym, to warto pokazywać dziecku wszystko i to jemu pozostawić wybór?

Warto. Takiej niezwykłej chłonności umysłu i łatwości przyswajania nowej wiedzy, jaką mają przedszkolaki, nie będziemy mieć już nigdy później – dlatego należy ją wykorzystać. Im szersze spektrum doświadczeń ma dziecko, tym większa szansa na odkrycie jego mocnych stron i talentów. To też doskonały moment na zaszczepianie pierwszych pasji. Im więcej pokażemy dzieciom, im więcej doświadczą – tym szersza perspektywa wyboru. Wspólne wyjścia do kina, teatru, muzeów, galerii, uprawianie sportów, obserwowanie przyrody, eksperymenty i doświadczenia, a nawet gotowanie i sprzątanie, może okazać się niezwykle pomocne w zakresie określenia dziecięcego potencjału. Ja stawiam przede wszystkim na różnorodność doświadczeń, choć jako matka wiem, że my dorośli mamy tendencje do rozwijania dziecka w kierunku, który jest interesujący dla nas samych.

A więc okres przedszkolny jest najlepszym momentem na zadbanie o edukację malucha? Czy należy zacząć jeszcze wcześniej?

Zastanówmy się najpierw, na jakim etapie rozwojowym znajduje się trzylatek? Już wie, że jest odrębną istotą, która swoim zachowaniem potrafi wpływać na innych – dlatego stara się to zamanifestować wszystkimi dostępnymi sobie sposobami. Zaczyna rozumieć, czym jest rozłąka i w większości przypadków jest na nią gotowy. Dodatkowo pojawiają się pierwsze potrzeby społeczne, dążenie do pozostawania w relacji z rówieśnikami, gotowość do pierwszych wspólnych zabaw.  Niezwykle istotna dla dziecka staje się autonomia, ale także poczucie sprawstwa i podejmowanie inicjatyw. W naturalny sposób środowiskiem odpowiadającym na jego potrzeby staje się więc społeczność przedszkolna, gdzie w atmosferze bezpieczeństwa może realizować swoją potrzebę znaczenia (bycia wyjątkowym) równolegle z potrzebą przynależności, czyli rozwojem kompetencji emocjonalno-społecznych.

Czyli trzeba wybrać dobry żłobek i dobre przedszkole?

Myślę, że wybór przedszkola jest kluczowy. Zdaniem niektórych badaczy, aż  pięćdziesiąt procent wszystkich kompetencji, jakie nabywamy  w życiu, wynosimy z przedszkola. Pozostałe trzydzieści przypada na okres edukacji wczesnoszkolnej. Więc tak naprawdę tylko dwadzieścia procent kompetencji kształtujemy na dalszym etapie, kiedy jesteśmy dorośli. Jeśli na etapie edukacji przedszkolnej lub wczesnoszkolnej ktoś rozbudził naszą ciekawość, zafascynował nas jakimś zagadnieniem, zaraził swoją pasją – istnieje ogromne prawdopodobieństwo, że to w nas zostanie na wiele lat, że nadal będziemy to rozwijać, a często też definiować się przez to w dorosłym życiu. Jeśli nie mieliśmy tyle szczęścia i na odpowiednim etapie nie zwrócono uwagi na nasz potencjał – może się okazać, że już na zawsze pozostanie nieodkryty. Chyba że na swojej drodze spotkamy nauczyciela, mentora, pasjonata, który na nowo rozpali w nas ogień, uwierzy w nas bardziej niż my sami w siebie wierzymy.

Czy to dobre stopnie wpływają na sukces w dorosłym życiu?

I tak, i nie. Tak – bo często bywają przepustką do tego, aby dostać się do przysłowiowego „dobrego liceum” lub na prestiżowe studia. Z drugiej strony – w procesie rekrutacji nikt nas nie pyta, z jakim wynikiem skończyliśmy studia lub jakie oceny mieliśmy na świadectwie maturalnym. W moim odczuciu nie wymyślono po prostu lepszego, a przynajmniej równie prostego sposobu weryfikacji wiedzy, jaką uczeń powinien posiadać w odniesieniu do wymogów podstawy programowej. Są oczywiście inne sposoby, np. ocenianie kształtujące – wymagają one jednak zdecydowanie większego zaangażowania ze strony nauczycieli, ale przede wszystkim pozostawania z uczniami w relacji partnerskiej – co nie znaczy pozbawionej szacunku. W szkołach OK (oceniających kształtująco) na nauczanie patrzy się jako na proces, uczniowie mają określone cele i kryteria sukcesu. Wiedzą, czego i po co się uczą, do czego im się dana wiedza przyda, a także jakie umiejętności są konieczne do zaliczenia materiału na poszczególne oceny cyfrowe. Dzięki temu sami mogą zdecydować, na których przedmiotach bardziej im zależy i ile czasu muszą poświęcić na osiągnięcie satysfakcjonujących ich rezultatów. Uczą się w ten sposób ustalania priorytetów i planowania, radzenia sobie z błędami i budowania motywacji wewnętrznej do podejmowania kolejnych prób, ale także tego, że czasem warto odpuścić. Czy naprawdę musimy być we wszystkim bardzo dobrzy? Czy powinniśmy budować poczucie swojej własnej wartości poprzez pryzmat tego, w jaki sposób oceniają nas inni? Jaki wpływ ma to nas w dorosłym życiu? Często czujemy, że odnieśliśmy sukces dopiero wtedy, gdy zostaniemy docenieni przez innych. To oni są wyznacznikiem naszego szczęścia. Opinie innych są dla nas ważniejsze od tych, jakie mamy o sobie. Potrzebujemy „przeglądać się” w oczach bliskich, współpracowników, szefa – to jeden z efektów ocen.  Dodatkowo ocenianie sprawia, że skupiamy się na wiedzy encyklopedycznej – dostępnej w naszych czasach „na kliknięcie” – zamiast stawiać na kompetencje miękkie: umiejętność współpracy, komunikację, empatię, intuicję. Uczyć szacunku do innego człowieka, jego poglądów i przekonań, dawać mu prawo do tego, żeby myślał, czuł i działał zupełnie inaczej niż my. To kompetencje i postawy, o których rozwój – w moim odczuciu – powinna przede wszystkim zadbać szkoła. Nie możemy też zapominać o celebrowaniu małych sukcesów: „Zobacz to już potrafisz. Włożyłeś w to wiele pracy. Możesz być z siebie dumny”

Przepiękne zdanie „na każdym kroku celebrujmy małe sukcesy”. I to nie jest motto tylko dla przedszkolaka.

To jest motto dla wszystkich, bardzo często o tym zapominamy. Trzeba mieć świadomość swoich mocnych stron i  wysiłku, i trzeba umieć powiedzieć sobie: „Jestem z siebie dumny”.

Czy ważniejsze dla rozwoju dziecka jest to, czego się uczymy, czy jak się uczymy?

Wbrew pozorom to, jak uczymy. Świat się nieustannie zmienia. Nie wiemy, jak będzie wyglądał za 5, a co dopiero za 20 lat. To, co możemy zrobić dla uczniów, to wyposażyć ich w kompetencje kluczowe, które – jak współcześnie zakładamy – pozwolą im na świadome i pełnowartościowe funkcjonowanie w społeczeństwie oraz osiągnięcie przysłowiowego szczęścia i sukcesu.  Należą do nich między innymi porozumiewanie się w języku ojczystym i obcym, kompetencje matematyczne, naukowo-techniczne oraz informatyczne, ale także inicjatywność i przedsiębiorczość, umiejętność uczenia się, ekspresja i świadomość kulturalna, a przede wszystkim kompetencje społeczne i obywatelskie. Uczymy ich poprzez modelowanie, czyli przykład własny, stosunek, jaki mamy do przedmiotu, do popełnianych przez siebie i innych błędów. Nauczyciel matematyki nie uczy tylko matematyki. Jeśli pozwala uczniom na samodzielne dochodzenie do wniosków i alternatywne sposoby rozwiązywania zadań – uczy inicjatywności. Jeśli stwarza sytuacje do praktycznego wykorzystywania zdobytej wiedzy – uczy przedsiębiorczości i współdziałania. Rozwija też pozostałe kompetencje i inteligencje. Pozostając w stałej interakcji z uczniami, przekazuje im znacznie więcej niż zakłada podstawa programowa – swój stosunek do przedmiotu, ludzi i wartości. To, co zostaje w naszej pamięci na wiele lat, to nie wzory i daty, ale relacje, jakie łączyły nas z nauczycielami, ich stosunek do nas, to, że ktoś uwierzył w nasze możliwości lub nie skreślił nas, dając kolejną szansę.

Kiedyś uczestniczyłam w takich zajęciach z socjologii, na których profesor powiedział nam, że jest socjalizacja pierwotna i wtórna. I dodał: „Nawet nie pamiętajcie o tej wtórnej, teraz już jest za późno. To, co zrobiliście pierwotnie i to, co szkoła, przedszkole i pierwsze otoczenie w was zaszczepiło – to powód, dla którego jesteście tutaj”.

Dokładnie tak jest. Kiedy zastanowimy się, co powoduje, że są dzieci, które w wieku przedszkolnym już wiedzą, co będą robiły w życiu i takie, które na etapie matury dalej mają trudności z jednoznacznym określeniem swojej drogi zawodowej – dojdziemy do wniosku, że był to przede wszystkim wpływ najbliższego środowiska, często fascynacji jakimś zdarzeniem lub osobą. Nie bez znaczenia jest też świadomość swoich mocnych i słabych stron, poczucie własnej wartości oraz odwaga w podejmowaniu decyzji, która pozwala młodym ludziom walczyć o ich tożsamość, przeciwstawiać się bezpiecznym, często narzucanym przez nas dorosłych rozwiązaniom. Dorosłych, którym zdarza się,  że chcą przy pomocy dzieci zrealizować swoje niespełnione marzenia, którzy uważają, dzieci powinny pójść w ich ślady lub po prostu zapominających o tym, jak istotne poza poczuciem bezpieczeństwa finansowego jest spełnianie się w sferze zawodowej. Dlatego tak ważne jest wspieranie dzieci. Akceptowanie ich prób w poszukiwaniu własnej drogi. Przecież nawet jeśli po trzech miesiącach zdecydują się na zmianę kierunku studiów – świat się nie skończy. Ich dorosłe życie dopiero się zaczyna i z pewnością chcielibyśmy, aby odnieśli w nim sukces, a przede wszystkim byli szczęśliwi.

 

Karolina Antoszewska